INFORMACJE O BLOGU

Jak Feniks z popiołów?

Wisła Płock

LOTTO Ekstraklasa

Polska, 2024/2025

Ten manifest użytkownika Gilbert przeczytało już 3449 czytelników!
Łącznie swój komentarz zostawiło 6 z nich.

MÓJ BLOG

***

Poprzednio:

MOJA Wisła [#9]

 

***

Poprzednie dwa sezony wyglądały bardzo podobnie. Zacięta walka z Legią w rundzie zasadniczej i zaprzepaszczenie szans na tytuł w ostatnich siedmiu finałowych potyczkach, głównie przez porażki właśnie z wojskowymi. Niestety na Łazienkowskiej nie jesteśmy za bardzo w stanie zagrozić klubowi ze stadionu Józefa Piłsudskiego, więc warto by w grupie mistrzowskiej grać z nimi u siebie, a nie na wyjeździe. Poza swoimi murami są jak najbardziej do pokonania, chociaż zawsze można liczyć na jakieś światełko w tunelu. Tak było własnie w Superpucharze Polski, który rozgrywany był na ich obiekcie. Nastawienie defensywne sprawiło, że legioniści nas zdominowali, ale nie byli w stanie przełożyć tego na bramki. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem, a po rzutach karnych (fatalnie zresztą wykonywanych przez oba zespoły) Wisła Płock zdobyła drugie trofeum pod moją wodzą. Jakoś nie zauważyłem jednak wybitnej radości ani po stronie piłkarzy, ani Zarządu. Po ostatnich dwóch sparingach (22:0 Wisłą Głowiną-Sobowo oraz 5:0 z ULKS Ciółkowo) mogliśmy wreszcie przystąpić do rozgrywek sezonu 2024/25.

Niestety jak to zwykle start Ekstraklasy pokrywa się dla polskich drużyn od razu z udziałem we wczesnych fazach europejskich pucharów, co oznaczało od samego początku grę co 3-4 dni. Dopiero przyszły sezon coś zmieni pod tym względem. Na szczęście losowanie najpierw drugiej, a potem trzeciej rundy kwalifikacyjnej Euro Cup II sprawiło, że spokojnie mogłem grać dwoma różnymi jedenastkami. Zaczęliśmy od zwycięstwa 2:0 z Cracovią, potem rozgromiliśmy bośniacki FK Radnik 5:0, by na koniec lipca zdobyć komplet punktów z GKS Katowice (2:1). 

W rewanżu na wyjeździe z Radnikiem remisujemy 1:1 i pewnie awansujemy dalej, tak samo zresztą jak Jagiellonia i Lechia. Ogólnie w sierpniu musieliśmy grać aż dziewięć razy, rotacja piłkarzy była wręcz niezbędna. Po pokonaniu Radomiaka 4:0 pojechaliśmy do Austrii, by ograć tam bez żadnych problemów 5:1 SV Ried. Nie dał nam rady również Lech, którego odprawiliśmy 3:0, by potem spokojnie dobić Austriaków 2:1. Czwarta, ostatnia runda kwalifikacyjna to tym samym potyczki trzech polskich ekip (jak przed rokiem), do tego Legia znów parła do Ligi Mistrzów. Lechia wylosowała Vitesse, Jagiellonia - Olympique Marsylia, a my Sporting Lizbona. Dodatkowo Wojskowi mieli się mierzyć z Charleroi. Zarząd na początku sezonu jako cel minimum wyznaczył nam awans do fazy grupowej. Te losowanie sprawiło, że pojawiła się nam na drodze poważna przeszkoda. Z drugiej jednak strony w zeszłorocznych rozgrywkach Jagiellonia wyeliminowała Portugalczyków dzięki bramkom wyjazdowym. Szanse jakieś były.

Zanim jednak pociągniemy to dalej, cofnę się do pewnego lipcowego wydarzenia, dzięki któremu mocniej zabiło moje serce. Po tym jak Jorge Jesus zrezygnował ze stanowiska, zaproponowano mi objęcie reprezentacji Polski. Podejrzewam, że dla większości z Was nie jest to żadna atrakcja, ale jakoś wcześniej w poprzednich wersjach FM-a nigdy nie udawało mi się prowadzić biało-czerwonych. Byłem co prawda selekcjonerem drużyny U-20, ale to nie to samo. Prowadziłem Albanię, Serbię, Hiszpanię, ale to tym bardziej nie to samo. Wreszcie się udało. Warto było kupić FM 2020. Marzenia się spełniają. Obecnie Polska jest na 28. miejscu w rankingu FIFA, a ja oczywiście wymieniłem cały sztab szkoleniowy zatrudniając m.in. jako mojego asystenta... Marcina Robaka. Od września będziemy grać w grupie 3 Ligi Narodów A, mając za rywali Francję, Belgią i Słowenię. PZPN w żaden sposób nie będzie mnie oceniał za udział w tych rozgrywkach. 

Wracając do głównej rozgrywki - po pokonaniu 3:1 Piasta przyszedł czas na potyczkę ze Sportingiem. Pierwszy mecz graliśmy na wyjeździe, czyli układ, który bardziej mi odpowiada. Zaczęło się tragicznie. Już w 8. minucie Furman z żółtą kartką, po kolejnych dziesięciu przegrywamy 0:2. Takim też wynikiem kończy się pierwsza połowa. No cóż, pomyślałem, że przynajmniej będziemy mogli skupić się na lidze. W szatni oczywiście objechałem chłopaków licząc na jakiekolwiek przebudzenie. Mijają trzy minuty drugiej połowy - 1:2. Kolejne cztery - 2:2. Jeszcze pięć - wygrywamy 3:2 po drugim golu Furmana (!). Sporting nie istnieje. W 67. minucie robi się 4:2. Co prawda Sporting zmniejsza potem rozmiary porażki na 4:3, ale w końcówce Manuel Peer kompletuje hattricka i wywozimy z Lizbony niesamowite 5:3 (!). Będąc na fali pokonujemy jeszcze Jagiellonię 3:1 i szykujemy się do rewanżu ze Sportingiem. Co ciekawe nie sprowadził on na trybuny zbyt wielu kibiców. Może to w sumie i dobrze, bo zagraliśmy dno. Kiedy w 54. minucie straciliśmy bramkę na 0:2 zacząłem się modlić o koniec tego meczu. Mieliśmy ogromną przewagę w posiadaniu piłki, ale to oni stwarzali sytuacje. Na szczęście dociągnęliśmy jakimś cudem do końca - eliminujemy Portugalczyków po remisie w dwumeczu 5:5. Razem z nami awansuje też Lechia, Jagiellonia z kolei żegna się z pucharami, po porażce 0:2 i zwycięstwie 1:0 nad OM. Legia z kolei zostaje pierwszym polskim klubem, który drugi sezon z rzędu gra w fazie grupowej Champions League. Losowanie dla Wisły było łaskawe, drugie miejsce nie powinno być dla nas żadnym problemem - za rywali mamy FC Botosani, FK Sarajewo oraz... Olympique Marsylia. Przed przerwą na reprezentację czekał nas jeszcze wyjazdowy pojedynek z Legią.

Fantastyczny początek ligi (komplet sześciu zwycięstw) wysforował nas oczywiście na fotel lidera. Przede wszystkim pomocne było to co działo się z legionistami. Legia w pierwszych sześciu meczach odniosła zaledwie jedno zwycięstwo i aż czterokrotnie schodziła z boiska remisując. Aż prosiło się żeby wykorzystać ich fatalną postawę i dobić. Naprawdę realne stałyby się marzenia o mistrzostwie. Gdy w 15. minucie objęliśmy prowadzenie po karnym wykorzystanym przez Furmana wydawało się, że świat leży nam u stóp. No, przynajmniej Legia i Ekstraklasa. Niestety dość szybko zostaliśmy sprowadzeni na ziemię. Jeszcze przed przerwą przegrywaliśmy 1:2, by ostatecznie z Warszawy wyjechać bez punktów po wyniku 2:3. Zmarnowana okazja. Wielka szkoda. Na szczęście wojskowi nadal mieli do nas dużą stratę.

Niestety dla Lennarta Grilla był to ostatni mecz w barwach Wisły Płock. Stało się to czego się obawiałem. Wtedy nie miałem wyjścia i podpisując z nim kontrakt musiałem zgodzić się na klauzulę odejścia, dość niską zresztą, bo zaledwie 1,5 mln €. Taką właśnie ofertę złożył Werder Brema. Musiałem na szybko znaleźć następce i tu pojawiły się problemy. Wszyscy bramkarze z listy życzeń okazali się dla mnie niedostępni. W akcie desperacji zdecydowałem się wypożyczyć do końca sezonu Lucę Unbehauna z Borussii Dortmund dając sobie tym samym czas na sprowadzenie kogoś do bramki na kolejna lata.

Nadszedł czas pierwszych meczów reprezentacyjnych. O ile w klubie zawsze priorytetem było granie młodym składem i promowanie właśnie młodzieży to w kadrze narodowej muszą grać po prostu najlepsi. Lewandowski, Szczęsny, Milik, Piątek, Zieliński, Bednarek, Kownacki. Normalnym było, że będą mogli liczyć za każdym razem na powołanie. Jedynym ważnym piłkarzem, który poszedł do odstrzału został Krychowiak, nie potrzebuję w zespole defensywnych pomocników. Oczywiście debiutanci też będą się pojawiać, ale zbyt wielu ich nie będzie.Kalendarz wydawał się optymalny. Zaczynaliśmy co prawa na wyjeździe, ale z najsłabszą ekipą z grupy. Okazało się jednak, że ze Słowenią męczyliśmy się okrutnie. Fenomenalny tego dnia był jednak Arek Milik. Dzięki jego trzem bramkom Polska wygrywa 3:2. Kilka dni później na Stadionie Narodowym podejmowaliśmy Belgów. Zaczęło się bardzo źle, bo momentalnie przegrywaliśmy 0:1. Na szczęście udało się zmotywować chłopaków do lepszej gry, dzięki czemu odnieśliśmy zwycięstwo 3:1 (bramki Lewandowskiego, Jóźwiaka, Kownackiego) obejmując prowadzenie w grupie. Dodam tylko, że jedynym piłkarzem Wisły Płock, który otrzymuje powołania jest Arkadiusz Reca.

Wracamy do meczów Nafciarzy. 14 września pokonujemy u siebie 4:1 czerwoną latarnię ligi - GKS Tychy. No i zaczyna się walka na poważnie w europejskich pucharach. Zaczynamy od razu od najgroźniejszego rywala - na nasz stadion przyjeżdża OM. I okazuje się, że wielka w tym klubie została już tylko nazwa. Bez większych problemów wygrywamy 3:1, co jest dla mnie naprawdę dużym zaskoczeniem. Mamy naprawdę mocny zespół zdolny do podjęcia walki. Licząc na jakieś zainteresowanie z innych klubów postanowiłem uaktywnić kilka lig, które były obecnie jedynie na podglądzie, zwiększając moje szanse na kolejny szczebel managerskiej kariery. Od nowego sezonu grywalną staną się ligi belgijska, francuska, holenderska, portugalska, rosyjska i włoska. Zapewne prędkość rozgrywki mocno pójdzie w dół, ale nigdzie mi się nie spieszy. Wrzesień przynosi nam jeszcze kolejne trzy zwycięstwa - 3:2 z Górnikiem Zabrze, 9:0 z Sokołem Pniewy w I rundzie Pucharu Polski i 5:2 z Pogonią Szczecin. Stajemy się głównym faworytem do mistrzostwa. Przed kolejną przerwą reprezentacyjną pokonujemy na wyjeździe FC Botosani 3:1 w Euro Cup II, a takeże remisujemy 0:0 z Rakowem.


Niby Liga Narodów nie  jest jakimiś szczególnie cenionymi rozgrywkami, ale fakt, iż jednak są to mecze o punkty powoduje, że bardziej należy skupić na rywalizacji niż na eksperymentach kadrowych. Trochę jednak szkoda, bo w meczu towarzyskim łatwiej sprawdzić nowych piłkarzy. Ciężko mówić o sprawdzianie z takim rywalem jak Francja, szczególnie na ich terenie. Trzeba było zagrać na 100%. Niestety nie sprostaliśmy temu zadaniu. Mecz słaby, bez klarownych okazji. Moja pierwsza reprezentacyjna porażka - 0:2. Na szczęście za kilka dni graliśmy z najsłabszą Słowenią. Ten pojedynek po prostu trzeba było wygrać. I zwyciężamy z łatwością 3:0 (Wełniak, Jóźwiak, Bida). Po czterech meczach mamy 9 punktów i walczymy o wygraną w grupie.

Powrót na ligowe boiska znów mamy udany - pokonujemy Śląsk 2:1. Potem kolejna wygrana - 3:2 z FK Sarajewo i kolejna - 3:1 z Zagłębiem Lubin. Po zaledwie 3 dniach znów się jednak spotykamy, ale tym razie w Pucharze Polski. I tutaj nie było tak lekko i przyjemnie. Już 11. minuta przynosi Miedziowym prowadzenie. Udało się wyrównać jeszcze przed przerwą, ale mecz kończy się wynikiem 1:1. Zazwyczaj takie dreszczowce kończą się po karnych, ale tym razem już dogrywka przynosi rozstrzygnięcie. 2:1 i awans do kolejnej rundy staje się faktem. Kolejne trzy spotkania gramy u siebie. Najpierw Lechia, z którą po prostu grać nie potrafię. Każdy mecz z nimi to droga przez mękę. Tak samo było niestety i tym razem. Z ledwością ratujemy remis 1:1. Następne spotkanie to już z kolei koncert w naszym wykonaniu. FK Sarajewo dostaje od nas baty 6:1 i po czterech kolejkach Wisła Płock jest już pewna wyjścia z grupy Euro Cup II. Tak samo zresztą jak Lechia, która też odniosła komplet zwycięstw, mając za rywali Linfield, HJK oraz Petrocub Hincesti. W Ekstraklasie pokonujemy jeszcze 4:1 Widzew i możemy szykować się na finał rywalizacji biało-czerwonych.

Ostatnie dwa mecze Ligi Narodów to potyczki z najgroźniejszymi rywalami - Belgią i Francją. Belgowie musieli wygrać żeby nadal marzyć o awansie do półfinału. Chciałem ich zaskoczyć, więc nastawiłem zespół bardzo ofensywnie, nie chciałem dać się zepchnąć do obrony. I to był strzał w dziesiątkę, pierwsza połowa była perfekcyjna w naszym wykonaniu. Bramki Piątka i Kownackiego dały nam dwubramkowe prowadzenie. W drugiej połowie staraliśmy się kontrolować sytuację. Co prawda straciliśmy bramkę, ale ostatecznie wyjeżdżaliśmy z trudnego terenu jako zwycięzcy. Została już tylko Francja. My mieliśmy 12 punktów, oni 10. Powtarzam schemat - nie mam zamiaru się bronić, grać na remis. Ofensywa przynosi efekt. Po bramce Milika wygrywamy 1:0 i zostajemy najlepszym zespołem grupy 3. W półfinale w czerwcu zagramy z Portugalią. Drugą parę stworzą Holandia z Hiszpanią. Na koniec roku Polska jest 25. w rankingu FIFA.

Końcówka listopada i grudzień to ostatnie osiem spotkań 2024 roku. Jesteśmy w niesamowitej wręcz formie i wygrywamy wszystkie (!). Pokonujemy u siebie 2:0 Cracovię, by za chwilę na wyjeździe z takim samym wynikiem odprawić OM. Wracamy do Ekstraklasy i trzeci raz z rzędu jest 2:0 - tym razem z GKS Katowice. Trzecia runda Pucharu Polskie to 3:0 z Arką. Radomiak, który potrafi sensacyjnie zabrać punkty najmocniejszym w lidze u nas nie daje rady - gromimy ich 5:1. Ostatnia kolejka Euro Cup II pozwala nam zakończyć te rozgrywki z kompletem 18 punktów, dzięki wygranej z FC Botosani 2:1. Dwa ostatnie ligowe pojedynki kończą się rezultatami 5:2 z Lechem i 2:1 z Piastem.

Pora na podsumowania. Najmniej istotne - Puchar Polski. W ćwierćfinale zagramy u siebie z Lechią Gdańsk. Losowanie wręcz fatalne. Pozostałe pary tworzą GKS Jastrzębie - GKS Katowice, Radomiak - Jagiellonia oraz Korona - Legia. Jeśli chodzi o europejskie puchary to zarówno my, jak i Lechia wygraliśmy swoje grupy, więc wiosnę zaczniemy dopiero od drugiej rundy eliminacyjnej. Z kolei Legia Warszawa w Champions League zajęła trzecie miejsce, za Liverpoolem i Realem Madryt, w pokonanym polu zostawiając Hibernian i będzie grać w Euro Cup, gdzie w 1/8 finału zagra z szwajcarskim Sion. Kolejny dobry rok polskich klubów w Europie spowodował, iż na chwilę obecną Polska jest na szóstym miejscu w tabeli współczynników klubowych kraju. Gdyby tak się skończył sezon dwa kluby awansowałyby bezpośrednio do fazy grupowej Ligi Mistrzów, a jeszcze trzecia drużyna grałaby w kwalifikacjach. Dodatkowo mielibyśmy jeden zespół w Euro Cup i dwa w Euro Cup II. 

W międzyczasie udało mi się znaleźć bramkarza, który przyjdzie po zakończeniu obecnego sezonu. Będzie to Dominik Reimann, urodzony w Munster w Niemczech, ale za mojej kadencji powołany do kadry Polski, w której wystąpił już dwa razy. Wykupienie go z Holsten Kiel uderzy mnie trochę po kieszeni (łącznie 3 mln €, w tym milion płatny od razu), ale zabezpieczy mi to sprawę, oby na kilka sezonów. W klubowej kasie jest prawie 19 mln €, budżet transferowy wynosi ponad 5,5 mln €, budżet płac to 850 tys. 
€, z czego obecne wydatki to 721 tys. €. Zarząd przedłużył mój kontrakt do 2027, podwyższając mi dwukrotnie pensje do 12000 € miesięcznie (dla porównania jako selekcjoner zarabiam 105000 € miesięcznie. W zimowym okienku transferowym nie mam zamiaru nikogo sprowadzać. No chyba, że kogoś stracę bo dostanę ofertę nie do odrzucenia. Mam jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie, cieszy mnie stabilność i siła obecnej kadry. Może rozejrzę się tylko za piłkarzami, którym w czerwcu kończą się kontrakty.

No i najważniejsza kwestia - Ekstraklasa. Przyznam szczerze, że tego się nie spodziewałem. To znaczy, liczyłem na dobre wyniki i to się stało, ale zadziwiające jest jak reszta stawki gubi punkty. Legia Warszawa, która jest na drugim miejscu w tabeli traci do mnie 15 oczek (!). Z dwudziestu meczów wygrali ledwie połowę. Pozostaje mieć nadzieję, że nie roztrwonimy tej przewagi. Mistrzostwo naprawdę jest na wyciągnięcie ręki. Z kolei GKS Tychy dobitnie pokazuje, że nawet szesnastozespołowa liga jest zdecydowanie za duża. I jeszcze dwie ciekawostki na koniec -  zostałem wybrany polskim managerem roku, a piłkarzem roku Ekstraklasy po raz trzeci z rzędu został Dominik Furman.

 


No cóż, nie pozostaje już nic innego - gramy dalej.

 

FACEBOOK

FM REVOLUTION - OFICJALNA STRONA SERII FOOTBALL MANAGER W POLSCE
Największa polska społeczność Ponad 70 tysięcy zarejestrowanych użytkowników nie może się mylić!
Polska Liga Update Plik dodający do Football Managera opcję gry w niższych ligach polskich!
FM Revolution Cut-Out Megapack Największy, w pełni dostępny zestaw zdjęć piłkarzy do Football Managera.
Aktualizacje i dodatki Uaktualnienia, nowe grywalne kraje i inne nowości ze światowej sceny.
Talenty do Football Managera Znajdziesz u nas setki nazwisk wonderkidów. Sprawdź je wszystkie!
Polska baza danych - dyskusja Masz uwagi do jakości wykonania Ekstraklasy lub 1. ligi? Napisz tutaj!
Copyright © 2002-2020 by FM Revolution
[x]Informujemy, że ta strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies. W każdym czasie możesz określić w swojej przeglądarce warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies.